craig armstrong - ibiza lounge - this love - cruel intentions sondtrack
Player audio w wersji BETA. Ew. zgłoszenia błędów prosimy kierować na
Komentarze (6)
Zrodzilo sie toto, ktoregos dnia w tej oderwanej od realizmu czesci mojej swiadomosci...
Towarzyszylo mi przez dlugi czas. Dzien w dzien. Nieustannie...
Towarzyszy mi nadal i na tyle, na ile znam sama siebie moge pokusic sie o stwierdzenie, ze nigdy nie zniknie.
Jest juz czescia mnie.
Sklada sie z setek obrazow.
Tych zaistnialych i tych, ktore pedzel wyobrazni tworzy w dlugie, bezsenne noce...
Sklada sie z niezliczonej ilosci melodii. Czasem podskakuje radosnym rytmem.
Czasem plynie gladko po pieciolinii.
Utkane z roznorodnosci zapachow.
Przetykane kolorowymi swiatlami i ciemnoscia nocy.
Czasem ma blask gwiazd...
Takie moje marzenie.
Wybrane sposrod wielu, by moglo towarzyszyc mi swa niedostepnoscia podczas tej wedrowki przez kalendarz zycia.
Marzenie, do ktorego spelnienia raz zblizam sie, raz oddalam.
Podchodze.
Chwytam je w dlonie...
Patrze mu w oczy.
Dotykam...
Glaszcze....
Przytulam....
Ide wraz z nim przez kilka chwil.
Wypuszczam...
Patrze jak odlatuje. Odchodzi. Odplywa. Znika...
Rozplywa sie pod wplywem podmuchu rzeczywistosci.
Werystyczny obraz. Werystyczny przekaz.
A jednak nieuchwytny..
Byc blisko.
Tak blisko, by moc dotknac, by moc poczuc...
Potem zamknac oczy. Zacisnac powieki i zatrzymac na dluzej chocby jego cien.
Marzenie...
Pragnac tak bardzo. Tak bardzo odpychac. Chciec i bac sie. Odrzucac i tesknic...
Miec na wlasnosc skrawek nieba, piekno wspomnien, kilka chwil przyniesionych przez jutro, swiadomosc, ze zawsze bedzie mozna nieszkodliwie pragnac.
Nigdy sie nie zyska. Nigdy sie nie straci...